wtorek, 20 stycznia 2015

Żniwa i zazdrostka w kwiaty

Kolejna zamówiona zazdrostka już jest zrobiona. :)) Zobaczcie....



Napisałam w tytule o żniwach. Nie, niestety nie byłam na nich ale wiele rzeczy wraca do mnie w pamięci z lat dzieciństwa. Teraz wiem jak jest Ono ważne dla każdego człowieka. Tak naprawdę wraca się do Niego przez swoje całe dorosłe życie.
Miałam to szczęście, że obie moje Babcie zmarły niedawno. Jedna w 2006 a druga w 2007 roku. Babcia Zosia zmarła pierwsza - 01.01.2006 roku mając 82 lata a Babcia Kasia  - 14.09.2007 roku mając 93 lata. Obie do końca sprawne i niezależne. Ale nie o tym - jak na razie chciałam napisać.
Wszystkie wspomnienia związane z taką prawdziwą Wsią zawdzięczam mojej Babci Zosi. Mieszkała sama na 3 hektarowym gospodarstwie ponieważ została bardzo wcześnie wdową - mając 42 lata. Teraz kończy się lato i przypomniały mi się żniwa - takie prawdziwe z kosą i wiązanymi powrósłami. Pamiętam ranek gdzie dobiegało gdzieś z zewnątrz równomierne klepanie kosy. Może pamiętacie (przynajmniej mój dziadek tak robił) że siedziało się na malutkim stołeczku, przed sobą miał kowadełko i miejsce w miejsce klepał kosę malutkim młoteczkiem. Pamiętam już same żniwa, przeważnie gorąco i duszno. Pamiętam jak moja Mama robiła nam jedną taką kopę, kładła na ziemi jakieś bluzki i tam siedzieliśmy w cieniu i patrzeliśmy jak dorośli pracowali. W bańce na mleko był zawsze kompot z jabłek, którego nie lubiłam. Może nie samego smaku tylko tego, że ten kompot był zawsze ciepławy. A mnie sie marzyła zimna oranżada :) Pamiętam jak mi się nudziło i "przyszywanego" Dziadka Zielińskiego w białej, rozpiętej, z podwiniętymi rękawami koszuli. Później gdy już byłam większa mama brała nas do pomocy - jak ja tego nie lubiłam. Gdy kosiło się żyto trzeba było mimo upału być ubranym w koszulę z długim rękawem, spodnie i całe buty.
I tak po wszystkim miało się poranione ręce i nogi, które przy wieczornym myciu bardzo szczypały.
W czasie koszenia Mama nas często upominała abyśmy nie podchodzili blisko kosy. Pamiętam jak uczyłam się robić powrósła. Brało się dwie wiązki zboża, krzyżowało, przekręcało mocno. Na nie kładło się skoszone zboże, skręcało razem dwa końce powrósła, dociskało kolanem i końce wkładało pod ich spód.
 
Mimo, że nie lubiłam tego upału i stojącego w miejscu gorącego powietrza - Babcia Zosia mieszkała w sandomierskim - do tych wspomnień wracam z wielką radością :))
 
A poniżej zazdrostki już w nowym miejscu.


 
Pozdrawiam. Dorota
 

5 komentarzy:

  1. Twoje zazdrostki sa cudne!
    Powrósła tez raz udało mi sie skręcać, to cudne wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za zaproszenie do nowego bloga, chyba bym nie zauważyła, że przestałaś pisać więc tym bardziej dziękuję :) szkoda, że tamten zasnął w taki niekontrolowany sposób :(

    U moich dziadków w bańce na mleko była zawsze kawa inka :) niestety też ciepła. Wtedy niczego nie lubiłam i wkurzałam się na samą myśl o żniwach czy sianokosach. Dziś, z perspektywy czasu ckni mi się do tych łąk zielonych :)
    Pozdrawiam

    http://mirosek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne prace i aż tyle na raz. Kiedy je robisz? I to tak szybko. W żniwach niestety nie uczestniczyłam, bo nie mieliśmy ziemi,ale zawsze babcia miała ogród warzywny i z kwiatami i króliki,kury, indyki, kaczki,gęsi,świnki. To pamiętam i zawsze chodziłam z babcią karmić zwierzaki.Pozdrawiam. Kasia-mazurskie pasje:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna zazdrostka :) Też mam wiele wspomnień z wiejskiego dzieciństwa. Żniwa, wykopki, świniobicie, małe kurczaczki, które przez pierwsze tygodnie żyły sobie w skrzyni na ławie w kuchni, kompot z rabarbaru czy dyni, ciepłe jeszcze mleko, smażony gorący ser i wiele, wiele innych takich wspomnień. Te wspomnienia, smaki, zapachy, obrazy zostają na zawsze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze. Negatywne również cenię.