Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

sobota, 20 stycznia 2018

Czapki BOHO

Dzień dobry :)

I znowu zaniedbałam bloga. Przykro mi z tego powodu.
 
Pewnie wiecie, że od początku listopada założyłam działalność gospodarcza związana z moim hobby. Marzyłam o tym już bardzo dawno ale obawiałam się opłat i całej otoczki z tym związanej.  Myślałam, myślałam i.... utwierdził mnie w mojej decyzji rachunek jaki dostałam od platformy Dawanda za wystawione tam rzeczy. Rachunek opiewał na kwotę 140 złotych a w tym czasie sprzedałam 1 serwetkę za 30 złotych. Nie powiem - zdenerwował mnie fakt, ze pobierają duże pieniądze za sama możliwość wystawienia swojego rękodzieła. Myślę - skoro już mam płacić, to dlaczego nie mam mieć swojego sklepu internetowego? PRACOWNIA
 
I dlatego, że "lepiej żałować, że się cos zrobiło, zamiast żałować, że się nie zrobiło" - decyzje wprowadziłam z życie.
 
Szczerze, to na początku jest z tym ogrom pracy. Założenie sklepu, rachunku bankowego, powiazanie płatności bankowych ze sklepem, obsługa informatyczna, wrzucanie produktów. Teraz już mam wszystko ogarnięte i wrzucam na bieżąco produkty.
 
Do swojego sklepu wprowadziłam tez sprzedaż włóczki. Jeżeli jesteście zainteresowani to bardzo serdecznie zapraszam. Piszcie tez jeżeli chciałybyście aby jakieś włóczki dla Was sprowadzić.
 
Pokaże Wam tez moje nowe dzieła  - czapki BOHO. W całości robione na szydełku z włóczek dostępnych w moim sklepie.
 
Dobrego dnia dla Was :) Buziaki.








środa, 20 stycznia 2016

Pierwszy post w Nowym Roku


Wypadało by się przywitać w tym Nowym Roku:))
Wiem obiecywałam, że będę tutaj częściej zaglądała. Niestety na obietnicach się skończyło. Tak jak pisałam poprzednio bywam teraz codziennie na Instagramie (to ma to zapraszam). Tam wrzucam zdjęcia, krótkie teksty. Nie jest to jednak żadnym usprawiedliwieniem aby zaniedbywać moje pierwsze dziecko - "Sielską chatę".
Już dawno miałam napisać ale realizacja postanowień noworocznych troszkę pokrzyżowała mi plany.
U mnie a raczej we mnie od nowego roku wielkie zmiany się szykują. Mam nadzieję, że wytrwam (nie chodzi o odchudzanie). Jednak już życie mnie nauczyło, aby jak najmniej o sobie pisać a przede wszystkim mówić.
Co roku spisuje postanowienia noworoczne. Nie ważne, że na przykład z ubiegłorocznych 15 zrealizowałam 3. Ale za to jakie i jestem z nich dumna. W tym roku też spisane. Może jeszcze nie do końca ale połowa już widnieje na pierwszej stronie notesu. Dochodzi do tego oszczędzanie. :)) Uważam, że jestem oszczędna, nie wydaje bezmyślnie pieniędzy na ciuchy, nie jestem zakupoholiczką. Jednak w tym roku chciałabym aby moje oszczędzanie było bardziej "namacalne". Czy Wy także macie postanowienia noworoczne?
 
Na powitanie, w pierwszym tegorocznym poście wrzucam zdjęcia z niedzielnego spaceru po Bystrej. :)) Dobrego dnia.












niedziela, 30 sierpnia 2015

Człowiek

"Człowiek miewa moc czynienia cudów - wystarczy go objąć, a najzwyklejsze miejsce na świecie staje się najcudowniejszym.."
 

 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Życie

Będziesz płakać, tęsknić, a serce pęknie Ci za każdym razem, gdy tylko pomyślisz, że to koniec. Zasypiając będziesz miała jego twarz przed oczami i nie łudź się, rano nic się nie zmieni.
Tysiąc razy podejmiesz próby zapomnienia, ale to wróci, przecież zawsze wraca, nie?
Raz będziesz go nienawidzić i życzyć mu najgorszego, ale potem uświadomisz sobie, że nadal jest jedyną osobą, do której chciałabyś się przytulić.
Podrzesz zdjęcia, które następnie misternie posklejasz.
Zapamiętasz ten okres jako najgorszy w Twoim życiu, uwierz.
Jednak, kiedy już dotkniesz prawdziwego dna, kiedy serce pęknie Ci o jeden raz za dużo, zaczniesz żyć.
Poznasz nowe, cudowne oczy i jedyne co będziesz chciała powiedzieć byłemu, to "dziękuje".
Podziękujesz mu za to, że choć zapewnił Ci najsmutniejszy czas w życiu, to potem dał Ci to szczęście, że mogłaś poznać nowe serce zamknięte w czyjejś klatce piersiowej.
I wtedy dopiero zacznie się życie.
Do góry głowa, wszystko, co najlepsze, przed Tobą.
 
 
 

sobota, 27 czerwca 2015

Gdybym ponownie mogła przeżyć swoje życie...

"Gdybym ponownie mogła przeżyć swoje życie...
Następnym razem ośmieliłabym się popełnić więcej błędów. Relaksowałabym się i dbała o sprawność fizyczną. Mniej spraw traktowałabym poważnie. Wykorzystałabym więcej szans. Wybierałabym się częściej w podróż. Zdobyłabym więcej gór i przepłynęła więcej rzek. Miałabym pewnie więcej prawdziwych kłopotów, lecz o wiele mniej wymyślonych...Widzi pan, należę do osób, które każdy dzień przeżywają roztropnie i mądrze. Zdarzały mi się wielkie chwile. Gdybym miała "przerabiać" wszystko raz jeszcze, pozwoliłabym sobie na więcej takich chwil. Właściwie nie dbałabym o nic innego, jak tylko o chwile. Żyłabym każdą z nich, zamiast wybiegać myślą lata do przodu. Gdybym ponownie mogła przeżyć swoje życie, chodziłabym po trawie boso już wczesną wiosną i jeszcze późną jesienią. Chodziłabym na więcej zabaw. Jeździłabym częściej na karuzeli. Zrywałabym więcej stokrotek."
Nadine Stair,
lat 85
 
 

środa, 20 maja 2015

Konwalie

Uwielbiam konwalie.
U mnie w ogrodzie jeszcze nie zakwitły, więc kupię sobie sama swieżutki bukiecik :)

A wiecie, że w dniu 1-ego maja, Francuzi ofiarują sobie kwiaty (fleurs) – konwalie (muguet). Konwalie to delikatne kwiatuszki o białych dzwoneczkach (clochettes), które pojawiają się na wiosnę (printemps). Francuzi wierzą, że jest to coś co przynosi szczęście (un porte-bonheur) na najbliższy rok. W lecie (été) dzwoneczki konwalii zmieniają kolor na czerwony (rouge).  Łodyga (la tige), dzwoneczki (clochettes) i liście (feuilles) konwalii są trujące (toxiques). Nie można ich jeść.
 














 

sobota, 7 marca 2015

Sama ale czy samotna?

 
Wydawało mi się, że jestem bardzo samotna. Wydawało mi się, że brak samotności to duża rodzina, bracia i siostry, ciotki i wujkowie, siostrzenice z długimi warkoczami i dziadek wiecznie żywy, to rodzice do późnej starości trzymający się za rękę, to sąsiedzi zawsze gotowi by pomóc i z kubkiem parującej kawy zapukać, gdy drżeć będę z zimna, lub zwykłej, ludzkiej potrzeby by pogadać. Wydawało mi się, że brak samotności to duży dom z ogrodem i rodzina wyszywana wieloma pokoleniami...i doświadczeń, wspólnego trwania razem mimo wszystkiego, co się zdarzyło. Wydawało mi się, że mój brak w tym wszystkim zakotwiczenia, to, że tego wszystkiego nie dostałam od losu, od niesprawiedliwego jak mi się wydawało nieba sprawia, że jestem samotną kaleką pozbawiona rodzinnej łaski wsparcia, kul, które podeprą mnie gdy upadnę, gdy powinie mi się noga, gdy zachoruję, lub gdy po prostu zechcę pogadać, z braćmi, siostrami, ciotką, matką, babką, wujkiem specem od… i ojcem który ojcowskim ramieniem … itd. Wydawało mi się, że sama „wyprodukuję” taką rodzinę. Jestem kaleką. Tak można o mnie pomyśleć, i w sumie ten, kto tak pomyśli, będzie miał rację. Tak, nie mam żadnych podstaw, by powiedzieć: mam oparcie i jeśli cokolwiek się stanie… Nie mam, nie dane mi było. Jest mi przykro, gdy widzę jak bardzo jestem sama. Tak, w tym pojęciu samotności, lub jej braku jestem bardzo sama. Ale może tak mi się tylko wydawało, że brak samotności, to wszystkie wymienione przeze mnie punkty. A może brak samotności, to ogień w kominku u przyjaciółki i rozmowy z nią do rana i telefon od.. i troska i zapewniania obcych mi kiedyś ludzi, którzy tak bardzo niespodziewanie stali mi się bliscy, że są, że będzie dobrze, że przecież tylu ludziom tak czy inaczej pomagam, że jestem potrzebna, że to może i samotność pozorna, a może największy skarb…
Nigdy nie wiemy z jakim darem, z jakim garbem, z jaką pustką, czy jakim wypełnieniem przyjdziemy na świat, nie wiemy co ze sobą wnosimy do świata rodząc się w nim, tak naprawdę nawet nie wiadomo do kogo mieć o to żal, pretensje i fochy. I tak sobie pomyślałam, że to co nam dano i czego nigdy mieć nie będziemy, że to się nie zmieni. Tak jest i już. Ból samotności, czy złudzenia samotności, czy poczucia bycia samemu zawsze będzie, nie, nie ma takiego zaklęcia, ani takiej różdżki, ani nawet takiej modlitwy, która to zmieni. Przykro mi, nie ma. Ale może tak właśnie ma być? Może gdyby dano mi to, czego wydaje mi się, że tak bardzo mi brakuje, zostałabym boleśnie obdarta z innych darów?
A
 może zupełnie nie potrafiłabym się odnaleźć w tej nowej, wymarzonej rzeczywistości?
Nie będę udawać, straszliwie trudno jest być wdzięcznym, gdy czuje się żal. Zwyczajny żal i smutek. Długo to trwało ale pozbierałam się i idę naprzód. 
Jednak można w sobie wypracować karmienie się tym, co nam dano, to naprawdę syci…